Powitanie Aleksandra Doby na szczecińskich bulwarach
27 cze 2014
20:28

Aleksander Doba, który jako pierwszy na świecie przepłynął kajakiem Atlantyk z Europy do Ameryki Północnej, powrócił po ośmiu miesiącach do domu. Dziś na szczecińskim Bulwarze Chrobrego został oficjalnie powitany przez marszałka województwa Olgierda Geblewicza i wicemarszałka Andrzeja Jakubowskiego.
Aleksander Doba dobił do nadodrzańskiego nabrzeża w asyście kajakarzy z eskorty honorowej. Ten szczególny moment podkreślił muzyczny tusz Orkiestry Wojskowej VIII Flotylli Obrony Wybrzeża ze Świnoujścia.
Słynnego podróżnika witali marszałek województwa zachodniopomorskiego Olgierd Geblewicz i wicemarszałek Andrzej Jakubowski, w licznym towarzystwie „kibiców” wyprawy.
Uroczystość rozpoczęła się od złożenia meldunku marszałkowi. - Dziękuję za wszystko – mówił lekko wzruszony Aleksander Doba. - To co obiecałem, spełniłem po 167 dobach. Przepłynąłem z Europy do Ameryki Północnej. Byłem szczęśliwy, że mogłem promować nasze województwo.
Marszałek Olgierd Geblewicz nie ukrywał, że wyczyn pana Aleksandra budzi jego podziw. - Dziękuję w swoim i w imieniu wszystkich mieszkańców. To była wyprawa z wieloma zakrętami i czasami tak dramatycznymi momentami, że silniej niż zwykle trzymaliśmy kciuki. Najważniejsze, że dziś możemy świętować jej szczęśliwe zakończenie – oznajmił.
- Ale te dramatyczne momenty dodawały smaczku! – zarzekał się z uśmiechem Aleksander Doba.
Na pamiątkę spotkania na Bulwarze Chrobrego marszałek wręczył podróżnikowi upominek. – Sądzę, że pokonanie Atlantyku to nie jest ostatni pana wyczyn. Znając naturę pana Aleksandra jestem pewien, że za jakiś czas będzie chciał znów mierzyć się z kolejnymi wyzwaniami – zauważył przy tym marszałek.
Ten oficjalny akcent nie zakończył jeszcze rejsu pana Aleksandra. Portem docelowym ma być Trzebież, gdzie jutro, 28 czerwca, nastąpi finał wyprawy.
Po uroczystości była okazja do zadania pytania, czy transatlantycka wyprawa to kusząca wizja.
- Chętnie, ale najpierw zacząłbym od zalewu, ocean to już jest duże wyzwanie. Choć mam zaufanie do Andrzeja Armińskiego, konstruktora kajaka, to musiałbym przetestować na bardziej przyjaznych wodach, czy na pewno ten kajak jest niezatapialny – zastrzegał się marszałek Olgierd Geblewicz.
- Jestem pełen podziwu dla Aleksandra Doby. Człowiek dojrzały, ale widać, że zacięcie, trening czyni mistrza. Nie, nie pokusiłbym się jednak. To za duże ryzyko – wicemarszałek Andrzej Jakubowski zdecydowanie nie widzi się na Atlantyku.
- Kajakarstwo to nie wyzwanie na miarę moich sił. Do tego trzeba mieć pasję i doświadczenie. Ja się bym tego nie podjął. Ale myślę, że Aleksander Doba jest człowiekiem godnym naśladowania – podzielił się swoją opinią znany fotoreporter Robert Stachnik.
Aleksander Doba w swoją samotną wyprawę wypłynął z Lizbony 5 października 2013 roku. Podróż zakończył 18 kwietnia na Florydzie. W Stanach Zjednoczonych spędził miesiąc, podczas którego spotykał się z amerykańską Polonią, stowarzyszeniami, mediami i innymi podróżnikami. Maleńki fragment jego opowieści o rejsie mogliśmy usłyszeć na Bulwarze Chrobrego w Szczecinie, w piątkowe popołudnie, 27 czerwca. Było kameralnie, ale fajnie!
Aleksander Doba dobił do nadodrzańskiego nabrzeża w asyście kajakarzy z eskorty honorowej. Ten szczególny moment podkreślił muzyczny tusz Orkiestry Wojskowej VIII Flotylli Obrony Wybrzeża ze Świnoujścia.
Słynnego podróżnika witali marszałek województwa zachodniopomorskiego Olgierd Geblewicz i wicemarszałek Andrzej Jakubowski, w licznym towarzystwie „kibiców” wyprawy.
Uroczystość rozpoczęła się od złożenia meldunku marszałkowi. - Dziękuję za wszystko – mówił lekko wzruszony Aleksander Doba. - To co obiecałem, spełniłem po 167 dobach. Przepłynąłem z Europy do Ameryki Północnej. Byłem szczęśliwy, że mogłem promować nasze województwo.
Marszałek Olgierd Geblewicz nie ukrywał, że wyczyn pana Aleksandra budzi jego podziw. - Dziękuję w swoim i w imieniu wszystkich mieszkańców. To była wyprawa z wieloma zakrętami i czasami tak dramatycznymi momentami, że silniej niż zwykle trzymaliśmy kciuki. Najważniejsze, że dziś możemy świętować jej szczęśliwe zakończenie – oznajmił.
- Ale te dramatyczne momenty dodawały smaczku! – zarzekał się z uśmiechem Aleksander Doba.
Na pamiątkę spotkania na Bulwarze Chrobrego marszałek wręczył podróżnikowi upominek. – Sądzę, że pokonanie Atlantyku to nie jest ostatni pana wyczyn. Znając naturę pana Aleksandra jestem pewien, że za jakiś czas będzie chciał znów mierzyć się z kolejnymi wyzwaniami – zauważył przy tym marszałek.
Ten oficjalny akcent nie zakończył jeszcze rejsu pana Aleksandra. Portem docelowym ma być Trzebież, gdzie jutro, 28 czerwca, nastąpi finał wyprawy.
Po uroczystości była okazja do zadania pytania, czy transatlantycka wyprawa to kusząca wizja.
- Chętnie, ale najpierw zacząłbym od zalewu, ocean to już jest duże wyzwanie. Choć mam zaufanie do Andrzeja Armińskiego, konstruktora kajaka, to musiałbym przetestować na bardziej przyjaznych wodach, czy na pewno ten kajak jest niezatapialny – zastrzegał się marszałek Olgierd Geblewicz.
- Jestem pełen podziwu dla Aleksandra Doby. Człowiek dojrzały, ale widać, że zacięcie, trening czyni mistrza. Nie, nie pokusiłbym się jednak. To za duże ryzyko – wicemarszałek Andrzej Jakubowski zdecydowanie nie widzi się na Atlantyku.
- Kajakarstwo to nie wyzwanie na miarę moich sił. Do tego trzeba mieć pasję i doświadczenie. Ja się bym tego nie podjął. Ale myślę, że Aleksander Doba jest człowiekiem godnym naśladowania – podzielił się swoją opinią znany fotoreporter Robert Stachnik.
Aleksander Doba w swoją samotną wyprawę wypłynął z Lizbony 5 października 2013 roku. Podróż zakończył 18 kwietnia na Florydzie. W Stanach Zjednoczonych spędził miesiąc, podczas którego spotykał się z amerykańską Polonią, stowarzyszeniami, mediami i innymi podróżnikami. Maleńki fragment jego opowieści o rejsie mogliśmy usłyszeć na Bulwarze Chrobrego w Szczecinie, w piątkowe popołudnie, 27 czerwca. Było kameralnie, ale fajnie!






